Lustereczko, lustereczko

Prawie każdy z nas zna baśń o pięknej Śnieżce i o złej królowej-czarownicy. Królowa niezwykle dużo czasu poświęcała swojej urodzie. Co wieczór zasiadała przed zaczarowanym lusterkiem zadając mu pytanie: „Lustereczko, lustereczko powiedź przecie, kto jest najpiękniejsza na świecie. A lustereczko zawsze mówiło prawdę, że to ona jest najpiękniejsza. Królowa wówczas promieniała radością i szczęściem, stając się jeszcze piękniejszą.

Czerwony, kolisty wzórAż pewnego dnia lustereczko odpowiedziało jej, że owszem jest piękna, ale jeszcze piękniejsza jest Śnieżka. Te słowa wywoływały u Królowej złość, zazdrość i gniew. Nie takiej oczekiwała odpowiedzi. Przeraziła się. Ogarnął ją lęk, że ktoś może być lepszy o niej. Nagle straciła całą pewność siebie. Poczucie własnej wartości zmalało do zera. Lęk stworzył toksyczne emocje, takie, jak zazdrość a one natychmiast zniekształciły piękne oblicze królowej. Jej wnętrze wypełniło się brudnymi, koszmarnymi myślami i emocjami. W jednej chwili jej twarz przemieniła się w paskudną, złośliwą staruchę, obsesyjnie myślącą tylko o tym, aby pozbyć się pięknej Śnieżki. Biedna Królowa nie wiedziała, że piękno zewnętrzne jest odbiciem piękna wewnętrznego. Skoro jej myśli były brudne, to i twarz stała się brudna. Niedoskonałe myśli, uczucia, emocje zasłoniły doskonałe piękno, które cały czas w niej było. Nie dostrzegała go, bo jej oczy tego nie widziały, Jej umysł zarażony toksycznym lękiem, programował już niedoskonałość. Wielka szkoda, że o tym nie wiedziała nasza biedna Królowa. Jej życie potoczyłoby się całkiem inaczej, a Śnieżka nie musiała by tułać się po lesie.

Niedostrzeganie piękna w sobie, doszukiwanie się braków w swojej urodzie, brak akceptacji swojego fizycznego wizerunku, to główne problemy wielu osób, nie tylko tych koronowanych.

Jedna z moich Przyjaciółek tak bardzo nie lubiła siebie, swojej fizycznej postaci, że świadomie nie miała lustra w łazience. Nie chciała oglądać się, patrzeć na swoje (Jej zdaniem) ułomności. Los tak chciał, że zamieszkałam u Niej na krótko. Chcąc mi sprawić radość, Przyjaciółka zakupiła lustro i powiesiła je w łazience. Od tego momentu zaczęła ukradkiem spoglądać na swoje w nim odbicie. Co prawda jeszcze przez jakiś czas użalała się nad swoim wyglądem. A to, że ma głębokie zmarszczki na twarzy, a to, że jest przeraźliwie chuda, a to, że jej piersi są płaskie… itd. Tłumaczyłam Jej, że tymi myślami i słowami kreuje swój wygląd ciała i potęguje jeszcze większe „braki”.

Nieakceptowane, niekochane, ośmieszane i wyszydzane części ciała z czasem zaczynają niedomagać, chorować. Nie otrzymują pozytywnej porcji energii, która daje im witalności piękno. W zamian tego serwuje się im chorobliwą toksyczność.

Tak też było z moją Przyjaciółką, u której wkrótce pojawiły się guzki w piersiach. Na szczęście w porę zastosowana właściwa terapia powstrzymała dalszy ich rozwój i usunęła już istniejące. Poradziłam Jej, aby od tej pory nie mówiła już nic negatywnego o swoich piersiach, żeby jej przeprosiła za wszystkie obraźliwe myśli i słowa, jakie wysłała pod ich adresem. Zachęcałam Ją do chwalenia ich, okazywania im dużo miłości, czułości, do głaskania ich. Początkowo wzbraniała się, ale z czasem zmieniła zdanie. Podobnie było ze zmarszczkami. Kiedy rozpoczynała swój monolog na temat głębokich zmarszczek na twarzy naciągając je palcami, uśmiechałam się. Wówczas ona milkła, a po chwili zaczynała je głaskać i chwalić gładkość swojej twarzy. Na początku robiła to trochę sztucznie, ale z czasem coraz z większym przekonaniem i naturalnością. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jej twarz rozpogodziła się, rozluźniła. Uśmiech, który coraz częściej gościł na niej, rozpuszczał zmarszczki. Z dnia na dzień młodniała i piękniała.

Żółty, kolisty wzórJak wielką moc mają nasze myśli i słowa o tym przekonali się uczestnicy warsztatów, na których poleciłam im, aby napisali po pięć pozytywnych, pochlebnych zdań, dotyczących tej części ciała, która jest ich zdaniem, najbardziej kłopotliwa i felerna. Jedna z uczestniczek z humorem stworzyła piękny wierszyk o swoich piersiach. Do tego momentu mówiła o nich jest są obwisłe, że kiedyś to one były piękne i jędrne. Teraz miała z nimi tylko kłopoty. Co jakiś czas pojawiały się w nich guzki, które po terapii onkologa znikały. Wierszyk był peanem na ich cześć. Wielbił ich piękno i wyjątkowe zalety. Tak bardzo spodobał się innym kobietom, że przepisywały go dla siebie. A nasza poetka dwa dni później „biegała” po sklepach z markową, damską bielizną, zamierzając kupić piękny i drogi staniczek, na który zasłużyły jej wyjątkowe, bezcenne piersi. Od tej pory już nigdy nie usłyszałam, z Jej ust nic negatywnego na ich temat. Guzki już nie pojawiały się a Ona otacza swoje piersi szczególną miłością i troskliwością.

Obraz kobiety otoczonej tęczową aurąWróćmy jeszcze raz do naszej Królowej, która miała bardzo niskie poczucie własnej urody. Potrzebowała stałego zapewniania od osób trzecich -lustereczka, że jest piękna. Pozytywna odpowiedź upewniała ją, że tak jest. Dawała jej dobre samopoczucie, pewność siebie. Niestety sama tego nie potrafiła stworzyć. Bazowała na opinii innych. Nie potrafiła sama odkryć swojego wewnętrznego piękna, które zawsze było w niej, pomimo upływu lat. To Ją zgubiło. Wystarczyła jedna, nie taka odpowiedź, jaką oczekiwała, i cała pewność siebie, całe jej zewnętrzne piękno nagle znikało. Przemieniało się w brzydotę samooceny. A przecież Jej doskonałość, Jej piękno zawsze w niej było, tylko Ona nie potrafiła je zobaczyć, odnaleźć. Warto je odnaleźć i radować się nim, aby w pełni poczuć się szczęśliwym. Mistrz Saint Germain w „Złotej księdze” mówi, że możemy odkryć naszą Boskość, która jest w każdym z nas. Wszak jesteśmy dziećmi Boga, wszak jesteśmy stworzeni na Jego podobieństwo. Świadome powtarzanie następującej afirmacji pozwoli nam odkryć nasze piękno. A oto ona:

„Władzą Piękna i Inteligencji, którą JAM JEST, rozkazuję przyjąć formę Doskonałego Piękna każdej komórce, z której zbudowane jest moje ciało, posłuszne moim rozkazom, przemieniając się w doskonałe Piękno Myśli, Uczuć, Słów Formy.”