Budzik

Był sobie budzik. Chociaż nie był jeszcze stary, ale czuł się już staro, bardzo staro. Czuł, że jego wszystkie części nie działają prawidłowo, że szwankują. Cały jego mechanizm był zakłócony. Wszystko w nim klekotało, wszystko było poluzowane, nienaoliwione. Chrzęściło w nim okropnie i sprawiało mu to ogromny ból. Czuł się już bardzo niepotrzebny, nie przydatny. Czuł, że nic dobrego nie może się zdarzyć w jego życiu. Chciał iść na złom, bo nie widział dla siebie żadnej dobrej perspektywy. Wzdychał i prosił, aby ktoś zaniósł go na ten złom, bo sam nie mógł tego uczynić. To było wbrew jego wewnętrznej sile, która gdzieś z bardzo głębokiego mechanizmu nie pozwala mu to zrobić. Nie mówił nikomu o swoich problemach. Nie skarżył się, bo nie chciał inne budziki obarczać swoimi problemami. Uważał, że mają oni swoje problemy i nie można im jeszcze dokładać swoich. Żył, więc na pół gwizdka, na pół tika na pół dzwonka. Czasami zatrzymywał się i nie chodził, a gdy ktoś nim potrząsnął wówczas budził się radośnie i zaczynał na nowo żyć, ale tylko na chwile, bo zaraz zacinał się, blokował i znowu przystawał.

Tak historia powtarzała się aż pewnego razu obudził się. Spotkał innego budzika, który powiedział mu, że jest wyjątkowym budzikiem, niepowtarzalnym budzikiem i że taki, budzik jest bardzo potrzebny Teraz ludziom, światu. Zabłysnęło światełko w rozklekotanym budziku. Pojawiła się nadzieja, że może tym razem zacznie prawidłowo chodzić, że zacznie radośnie odmierzać sekundy, minuty, godziny, że we właściwym momencie będzie budzić ludzi do pracy. Uczepił się tej nadziei i zaczął rozglądać się za dobrym zegarmistrzem. Bardzo chciał, aby on naprawił mu cały mechanizm, aby wymienił zużyte części, naoliwił go i ustawił wskazówki we właściwym kierunku. Był zdeterminowany. Wiedział, że jeżeli teraz nie podejmie się naprawy, to już nigdy nie dostanie takiej szansy i pójdzie na łom. Rozpaczliwie zaczął szukać najlepszego zegarmistrza.

Znalazł go. Okazał się nim Najwyższy Zegarmistrz – Zegarmistrz Światła, który przyglądał mu się od dawna. Wierzył w niego i czekał, aż obudzi się, aż zacznie z nim współpracować naprawiając samego siebie. Rozklekotany budzik już nie zastanawiał się długo, lecz zaczął szybko usuwać wszystkie zbędne, zużyte, już nieprzydatne części. Wymieniał je na nowe, które Teraz miały odmierzać Nowy Czas, Nową Energię. Zegarmistrz Światła miał mnóstwo pomocników- świetlistych pomocników, którzy opiekowali się spieszącym się budzikiem. Kiedy dostawał zadyszki, kiedy już nie miał siły posyłali mu siłę, wsparcie. Nie zostawiali go samego a on korzystał z ich pomocy. Dziękował za nią i szedł dalej. A w tej podróży różnie to bywało. Czasami sprężyna była słabo naciągnięta albo za bardzo i zdarzały się awarie. Czasami trzeba było cierpliwie poczekać zanim ta nowa śrubka dostosowała się do drugiej nowej śrubki. Trzeba było czasu zanim budzik zrozumiał cały mechanizm, jaki w nim działa.

Uczył się, jak łączyć wszystkie części w JEDNOŚĆ, jak posługiwać się tymi nowymi częściami. Gdy tak pracował, nasz kochany budzik, stopniowo pozbywał się nieharmonijnego klekotania, zgrzytów, przyspieszenia, spowolnienia. A kiedy cały jego wewnętrzny mechanizm stawał się coraz bardziej sprawny, to również na zewnątrz pojawiały się zmiany. Piękniał w oczach. Stawał się coraz bardziej jaśniejszy, radośniejszy, inne budziki zauważały to. Dziwiły się skąd ta zmiana, co ją spowodowało. A on im opowiadał, jak razem z Zegarmistrzem Światła i jego pomocnikami pracuje, jak razem stanowią JEDNOŚĆ.

DrzewoAż przyszedł moment, kiedy nasz ukochany budzik zaczął odmierzać dokładny, prawidłowy Czas. Wszystko w jego wnętrzu działało prawidłowo. Wiedział już, co jest jego Centrum, jaka Moc nim w działa. Jego serce było wypełnione miłością i radością. Jego tykanie było łagodne, harmonijne wypełnione Miłością, Pokojem, Harmonią. Emanował tymi uczuciami i cieszył się, że może teraz służyć ludziom odmierzając sekundy, minuty, godziny w nowym rytmie i budzić ich ze snu.