Migawki z warsztatów z intuicją

Miejsce warsztatów nie zostało wybrane przypadkowo. W otoczeniu dwóch niezwykłych gór: Ślęży i Raduni doświadcza się Jedności z naturą, fauną a przede wszystkim z sobą samym. Toteż większość zajęć, medytacji odbywała się w plenerze.

Droga w lesieJuż pierwszego dnia nawiązywaliśmy kontakt z naszą intuicją. Kierowaliśmy się nią wybierając – każdy dla siebie, taki kamień półszlachetny, który miał nam pomóc w uzdrowieniu i wzmocnieniu naszej wewnętrznej mocy. Wybór właściwego Anioła, jego energii, która miała nam towarzyszyć i wspierać nas był również podyktowany przez głos wewnętrzny. A potem wyprawa na Ślężę – górę emanująca energią męską. W czasach prasłowiańskich odbywały się tu rytuały ku czci Słońca, będącego symbolem energii męskiej. Jej zbocza pokryte są kamienistymi głazami o ostrych zakończeniach, Kiedy ogląda się te nieregularne skupiska głazów ma się wrażenie, że odbyła się tu niegdyś bitwa olbrzymów, rzucających w siebie tymi dużymi głazami.

Kobieta tuląca drzewoPomiędzy tymi skałami króluje buk. Piękne, wysokie drzewa niczym greckie kolumny pną się w niebo. Buk – drzewo twarde, trudne do nagięcia. Jego kora jest gładka i śliska – uniemożliwia zagnieżdżenie się w nim robactwa. Nie łatwo też wejść na nie i piąć się po nim. Wokół niego nie rosną krzaki, brak jest zarośli. Ma całą przestrzeń dla siebie. Buk emanuje energią odwagi, siły, pewności siebie. Uwalnia od lęków, niepewności i zwątpienia. Kiedy chcemy podjąć się ważnego zadania, a targają nami uczucia niepewności i lęku, wówczas buk pomoże nam uwolnić się od tych negatywnych emocji. Kiedy przekazywałam te informacje uczestnikom warsztatów, oni natychmiast odnajdywali swoje wypatrzone, proste, silne i zdrowe drzewa. Kierowali się intuicją. Ich wewnętrzny głos wskazywał im, który buk jest dla nich najlepszy. Obejmowali go, nawiązywali z nim kontakt fizyczny, emocjonalny i mentalny. Stawali się nim a ja prowadząc medytacje otwierałam ich na mądrość i energię tych wspaniałych drzew. A energia płynęła i przemieniała ich.

Scieżka w lesieA potem był spacer na szczyt. Po drodze spotykaliśmy różne zwierzątka, które pojawiały się nie przypadkiem tym osobom, które chowały głęboko w swojej podświadomości przykre wspomnienia, urazy z nimi związane. Jedna z uczestniczek, gdy ujrzała małą myszkę, przypomniała sobie, że kiedy była dzieckiem bardzo pragnęła zatrzymać małą, białą myszkę, lecz jej tato nie pozwolił na to. Bardzo wówczas przeżywała rozstanie z nią. Teraz to wspomnienie mogła uzdrowić wybaczając swojemu tacie. Od tej pory myszka będzie przypominać jej piękny spacer na Ślężę i zapowiedź obfitości, płodności w jej życiu. Wszak mysz, gdy pojawia się na naszej drodze zapowiada energie płodności, obfitości niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdujemy. Myszy mnożą się wyjątkowe licznie nie bacząc na zagrożenia w ich życiu.

Motyl na kwiatkuW drodze na szczyt znajdowaliśmy, również nie przypadkiem, różne przedmioty. Każdy przedmiot miał symboliczne przesłanie i zauważała go ta osoba, która go potrzebowała – na dany moment życia. Przyjmowaliśmy te przedmioty, jako dary. Doskonale się przy tym bawiliśmy odczytując ich przesłanie.

3 osoby na poluTuż przed szczytem, przy małym źródełku, pod nogi wyskoczyła nam malutka żabka. To był znak, aby dokonać oczyszczenia, zrzucić kamienie, kamyki, które uciskały nasze serduszka. Nie chcieliśmy wnosić na szczyt tego, co nas ugniatało, co nam jeszcze ciążyło. Usiedliśmy wokół źródełka i uwolniliśmy się od nich w medytacji a wszelkie rany i wgłębienia po kamykach wypełniliśmy różową energią, która do nas przyszła. Energia miłości bezwarunkowej, energia przebaczenia bezwarunkowego. Radośni, wolni od „ciężarów” dotarliśmy na szczyt a przed nami rozciągał się wspaniały widok. Kolorowe pola, łąki, oczka wodne…

Antonina i 2 inne osobyNiespodzianką na samym szczycie była niezwykła, boska medytacja na wieży widokowej. Kiedy weszliśmy na nią zerwał się duży wiatr. Chciał nas wystraszyć, ale my nie czuliśmy lęku. Mieliśmy uczucie, że znajdujemy się na dziobie Tytanica, tak, jak główna bohaterka filmu „Titanic”. Wiatr unosił nas wysoko, wysoko, wysoko… Bawił się z nami. Razem z nim i aniołami szybowaliśmy w przestworzach, robiliśmy młynki, beczki w powietrzu. Śmialiśmy się i cieszyliśmy. Spontaniczni i beztroscy, tak, jak małe dzieci. Nie chciało się nam wracać z tej wspaniałej eskapady. Słyszeliśmy już glosy turystów chcących wejść na wieżę. Czas wracać tu na Ziemię.