Zaufaj swoim marzeniom płynącym z serca i daj się im prowadzić

Marzenia, które płyną z serca są czyste, wolne od ego, od lęku. Pojawiają się, gdy kierujemy się sercem, słuchamy głosu naszej Boskiej inteligencji, intuicji. Jeśli pojawia się takie marzenie, to znaczy, że mamy w sobie taką moc i mądrość i miłość, że możemy je urzeczywistnić na planie fizycznym. Od nas tylko zależy, czy uwierzymy w tę prawdę, czy zaufamy sobie i Wszechświatu, Bogu, Światłu – jakkolwiek tę Wielką Potęgę nazywasz, która będzie nas wspierać w osiągnięciu naszego celu. Aga zawierzyła. Jej marzenia stopniowo, krok po kroku materializują się.

Zobaczyłam ją po raz pierwszy, kiedy przyjechała na warsztaty, które organizowałam z Mary i Alanem Earle. Przyjechała razem z rodzicami, którzy od dłuższego czasu uczestniczyli w comiesięcznych warsztatach prowadzonych przeze mnie. Po rozmowie z Mary podjęła decyzję, że przerwie swoje studia i wyjedzie za granice, bo chce poznać świat. Początkowo miała to być Hiszpania, ale później plany się zmieniły. Zaczęła przyjeżdżać na moje warsztaty i pracować z technikami, jakich uczyłam. Aga bardzo sumienie, systematycznie pracowała z afirmacjami JAM JEST, z Fioletowym Płomieniem, oddechami nieskończoności, oddechami DNA, kwiatem życia i innymi metodami. Pokonywała swoje lęki, słabości, miedzy innymi jednej nocy pokonała lęk przed pająkami. Finałem było wzięcie do ręki pająka, którego obsesyjnie się bała i zaprzyjaźnienie się z nim.

Jej ciała (fizyczne, eteryczne, emocjonalne i mentalne) mocno się przemieniały. Kiedy energia Fioletowego Płomienia wnikała w głębsze, ciemniejsze, warstwy negatywnych programów i spalała je, jej całe ciało fizyczne wyrzucało drobną wysypkę na skórze. Wysypka była bardzo dokuczliwa. Swędziało ją całe ciało, nie mogła spać po nocach. Uprzedziłam ją, ze tak może być, że to dobry znak, że to co było głęboko schowane, toksyczne, zostało uzdrowione, spalone i przemienione, a ta wysypka zniknie, jeśli posmaruje ją olejkiem rokitnikowym. Aga posłuchała mojej rady i wysypka zniknęła. Od tej pory już wiedziała, że jak „czegoś ciężkiego” pozbywała się z pamięci komórkowej swoich wszystkich ciał i umysłu, to pojawiała się ta wysypka i znikała po zastosowaniu wspomnianego olejku.

Czas mijał, a Aga nie wyjeżdżała za granice. Podjeła nawet prace w sklepie, aby wspomóc rodziców. Wiele osób zaczęło wątpić w jej plany, ale nie rodzice, którzy wierzyli w Agę i trwali przy niej. Ja również. Po roku od decyzji o przerwaniu studiów odbywały się warsztaty, które prowadziłam. Na tych warsztatach należało opowiedzieć o swoich marzeniach, najpierw osobom w małej, trzyosobowej grupie, a potem jedna z tych osób opowiadała o tym marzeniu wszystkim uczestnikom warsztatów. Przez długie lata uczono nas, aby ukrywać swoje marzenia, nic o nich nie mówić, wstydzić się swoich marzeń, bo są nierealne, bo są tylko mrzonkami itd. Natomiast dobrze widziane było opowiadanie o swoich nieszczęściach, porażkach, przejściach traumatycznych. Skupiając się na negatywnych doświadczeniach, opowiadając o nich dajemy im energie, wzmacniamy je, przyciągamy je. Często nie jesteśmy tego świadomi, że tak jest. Warto o tym pamiętać i pożegnać raz na zawsze takie martyrologie. Jeśli natomiast powtarzamy te dobre, pozytywne historie, opowiadamy o nich głośno, przekazujemy je sobie z radością, ciesząc się przy tym z sukcesu innych osób, to przyciągamy je do siebie i dajemy im moc, energię, błogosławimy je i zasiewamy tę energię w świecie. Warto mówić o radosnych, pozytywnych historiach. Ponadto stale powtarzane historie tworzą nowe ścieżki nerwowe w mózgu i stają się z czasem naszą rzeczywistością, co udowodnili naukowcy.

Na wspomnianych warsztatach Aga opowiedziała swoją nową, wykreowana historie, swoje marzenia najpierw mnie. Opowiedziała mi, że wyjechała do USA, do Kalifornii. Tam w Kalifornii zaczęła studiować w szkole aktorskiej, a potem zaczęła grać w filmach – wartościowych filmach. Jest tam bardzo, bardzo szczęśliwa, bo odnalazła tam swój dom, odnalazła wspaniałych przyjaciół i bliźniaczą duszę. Słuchając tej pięknej historii podziwiałam Agę za jej odwagę, wolność, śmiałość, kreatywność, wspaniałość, która przejawiła się przez nią. Każdy te skarby w sobie posiada, ale nie każdy z nich korzysta, bardzo często boi się nawet tak marzyć. Pragnie wspaniałych rzeczy, ale boi się nawet pomyśleć, a co dopiero powiedzieć o tym głośno. Aga się nie bała,. Nie wstydziła się swoich marzeń, swojej kreacji. Ona w nią wierzyła i pokochała ją.

Jeśli obdarzasz miłością swoje marzenie, to ono rośnie, staje się silne, mocne, pewne, tak, jak Ty. Jeśli się wstydzisz, to znaczy, że boisz się co ludzie powiedzą, wtedy ego zaczyna układać negatywne ograniczenia, wątpliwości i umniejsza Twoje marzenie, zabrudza Twoje marzenie, a ono kuli się, ukrywa się, aż w końcu znika, jak wiele innych marzeń, które nie doczekały się realizacji.

Opowiadając wszystkim uczestnikom fantastyczną historię Agi, czułam i słyszałam ich myśli. Jedni zachwycili się tym marzeniem, tą historią, inni powątpiewali, jeszcze inni trochę zazdrościli, że sami nie wpadli na tak odważną, śmiałą kreacje. Te reakcje są prawidłowe dla trzeciego i czwartego wymiaru, bo takie były programy zachowań w tych wymiarach. Teraz stopniowo wchodzimy w piaty wymiar, a tam już nie ma tych negatywnych programów, tam doświadczamy wspólnych radości. Tam ego nie rządzi, tylko miłość, Boska energia. Tam doświadczamy JEDNOŚCI.

Warsztaty się skończyły i trzeba było się wziąć za działania, które pozwolą nam zmaterializować nasze marzenia. Aga to uczyniła. Znalazła program, dzięki któremu mogła wyjechać do Stanów Zjednoczonych jako opiekunka do dzieci. Zanim wyjechała, jeździła na spotkania z uczniami klas maturalnych i opowiadała o tym programie. Mówiła o tym programie i szansach, jakie on daje. Przy okazji zarabiała na wyjazd i czekała na zaproszenie od rodziny amerykańskiej, która ją będzie chciała u siebie gościć, zaprzyjaźnić się z nią. I doczekała się. Wyjechała pod New York pełna radości i ufności, że tam czeka na nią rodzina, jaką sobie wykreowała: ciepła, serdeczna, przyjazna i otwarta. Niestety taka nie była. Ta rodzina potraktowała ją, jak zwykłego pracownika, a nie członka rodziny. Nie było mowy o przyjaźni, bliższych kontaktach. To zderzenie z rzeczywistością trzeciego wymiaru było dla Agi trudne. Ale od czego się ma przyjaciół i skype’a. Aga skontaktowała się ze mną przez skype’a i zaczęliśmy tworzyć nową, pozytywna rodzinę.

Wizualizacja z Obecnością JAM JEST ma ogromną moc i zawsze działa. Trzeba tylko wierzyć, ufać, choć na początku nie od razu wszystko widzimy, czego pragniemy. Aga miała doświadczyć ogromnej próby wiary i odwagi, aby wyzbyć się lęku, wątpliwości. Musiała oświadczyć tej rodzinie, u której przebywała, że nie chce u nich przebywać, co zakończyło się natychmiastowym opuszczeniem ich domu i koczowaniem przez całą noc w metrze New Yorku, ponieważ nie mogła skontaktować się z Opiekunką programu. Trudno oddać, co Aga i Jej najbliżsi w Polsce przeżywali przez tę noc. Otaczali ją energią miłości, będąc z nią przez cały czas w kontakcie przez skype’a. Oczywiście wszystko dobrze się skończyło i Opiekunka zjawiła się na drugi dzień i zabrała Agę do swojego domu.

Teraz zaczął się czas wyczekiwania na nową rodzinę, a czas leciał nieubłagalnie i zbliżał się termin, do którego mogła przebywać w USA, nie uczestnicząc aktywnie w programie. Pracowałyśmy razem przez skype’a wizualizując tę nową rodzinę i udało się. Tym razem to rodzina z Bostonu, była taka, jaką Aga pragnęła. Mama dziewczynek była Polką, wiec szybko nawiązały z sobą kontakt i Aga poczuła się dobrze w tym domu, w tej rodzinie. Doświadczała tam również różnych prób, ale potrafiła już sobie z nimi poradzić i przemienić negatywne energie w pozytywne.

Rok pobytu w Bostonie szybko minął i zbliżał się termin powrotu, ale nie dla Agi. Ona pamiętała, że chce mieszkać w Kalifornii i realizować swoje dalsze marzenia. Znowu stanęła przed kolejnym egzaminem zaufania i wiary. Jeszcze nie miała nowej rodziny, tej wymarzonej, z Kalifornii, a tu pojawiła się szansa wyjazdu na wakacje z poznanymi tam przyjaciółmi. Co ma robić? Co wybrać? Czekać na zgłoszenie się rodziny czy jechać? Zwróciła się do mnie po radę. Moja podpowiedź była następująca: że powinna jechać, a rodzina na pewno się znajdzie. Gdy tylko podjęła decyzje, że jedzie na wakacje, nowa rodzina z Kalifornii pojawiła się na dwa dni przed jej wyjazdem. Jej ufność, wiara zwyciężyła. Cóż by dało jej zamartwianie się? Czy by pomogło? Nie. Raczej by przeszkodziło.

Radując się perspektywą cudownej podróży po Stanach Aga przebywała w wysokich częstotliwościach i kreowała w tych wibracjach nową rodzinę i szybko ją zmaterializowała. Trafiła do Los Angeles, tak, jak chciała. Mama dziewczynek była producentką telewizyjną. Kiedy Aga dobrze zaaklimatyzowała się w Los Angeles, zaczęła rozglądać się za szkołą aktorską. Z tego, co mi opowiadała, jest ich tam dużo. Wybrała tę szkołę, w której poczuła się dobrze. Mówiła mi, że czuje się tam tak, jak by była na moich warsztatach. Spotkała tam serdecznych ludzi, z którymi zaprzyjaźniła się, którzy stali się dla niej bliską rodziną. Oni tak, jak ona kierowali się w życiu sercem.

Kiedy kolejny rok upłynął i Aga już nie chciała i nie mogla uczestniczyć w programie, pojawiły się problemy z przedłużeniem wizy. Wydawało się, że będzie to trudne. Znalazło się kolejne rozwiązanie i krótki pobyt w Kanadzie, gdzie po raz kolejny była sprawdzana z ufności, wiary, wytrwałości. Tam przeżyła swoje największe piekło, tam była bliska załamania. Był to największy jej sprawdzian wiary, ufności. Zdawało się jej, że otaczające ją ograniczenia zakleszczą ją, zniszczą. Pokonała je i pokonała słabości, które próbowały ją zatrzymać w Drodze do swoich marzeń. Uniosła się ponad te mury przeciwności. Udało się. Przez Kolumbię wróciła do Stanów. Uczy się w szkole aktorskiej. Gra w filmach i ma cudownych przyjaciół, którzy są jej rodziną.

Ostatnio napisała mi na WhatsApp, że jest BARDZO, BARDZO szczęśliwa, że rozwija się jako aktorka, otoczona cudownymi ludźmi, że rozwija się nadal duchowo i poznaje nowych ludzi, którzy tak, jak ona rozwijają się aktorsko i duchowo, wzrastają. Jest dla nich przykładem niezwykłej, pozytywnej siły. Jej nauczyciel ostatnio powiedział, że jest sercem i duszą całej szkoły. Aga promienieje miłością, Światłem, rozsiewa to Światło i miłość wokół siebie, w świat. Jej przyjaciele mówią, że jest to zaraźliwe. Napisała, że znalazła swoje miejsce na Ziemi – swój DOM.

Chojnów, 16 września 2016                                                          Antonina K. Hoszowska