Trzeba mieć odwagę, aby pozwolić sobie na miłość

Te piękne słowa dziesięć lat temu przeczytałam w kruchcie małego wiejskiego kościołka. Czytałam tę mądrą myśl razem z moją przyjaciółką i zachwyciłyśmy się nią. Gdy wyszłyśmy z tego kościółka i chciałyśmy ją wiernie powtórzyć, nie udało się nam. Uciekły nam niektóre słowa. Wróciłyśmy, więc jeszcze raz do kruchty i tym razem powtórzyłyśmy kilkakrotnie te słowa i byłyśmy pewne, że teraz to na pewno je zapamiętałyśmy. Zadowolone, opuściliśmy kościółek głośno powtarzając poszczególne słowa. Jednak tuż za furtą kościelną, pomieszał się nam szyk tych słów i jeszcze raz wróciłyśmy do kruchty. Tym razem, nie zastanawiając się, wyciągnęłam notesik i zapisałam tę złotą myśl, złote słowa. Poczułam ją w swoim sercu i wpisałam w swoje serce. Już wiedziałam, że to ona teraz będzie mnie prowadzić przez życie, że to jest moja pieśń, moje credo. Wtedy jeszcze nie rozumiałam pełni tych słów, bo miłość łączyłam z uczuciem, jakie odczuwamy do drugiej osoby, do dzieci, rodziców itd.

Dziś postrzegam ją znacznie szerzej, dojrzalej i ma ona dla mnie głęboki wymiar, moc. Jest dla mnie Światłem, która rozpuszcza każdy mrok. Jest największą siłą w całym Wszechświecie. Ale zanim to zrozumiałam i pojęłam najpierw musiałam nauczyć się odwagi a tego mi bardzo brakowało. Większość ludzi żyje w lęku. A życie w leku ogranicza nas, umniejsza, pozbawia radości, zdrowia, szczęścia, bogactwa, kreatywności…

Lęk odcina nas od tego, co jest naszym eliksirem życia, odcina od miłości. Nie od razu o tym wiedziałam, choć sporo książek na ten temat przeczytałam. Odczuwałam lęk, ale dotychczas nie umiałam się z niego wyzwolić. On hamował mnie przed podjęciem jakichkolwiek decyzji. To uczucie spętania powodowało, że byłam martwa, pusta. Nie było we mnie życia. Czułam się wypalona. Chciałam odejść na drugą stronę. Opatrzność jednak miała całkiem inny scenariusz przygotowany dla mnie.

Zesłała mi miłość do mężczyzny. Miłość, przed którą bardzo się broniłam i nie mogłam jej długo zaakceptować. Wstydziłam się tej miłości. Obwiniałam się za nią. Potępiałam. Była to czysta miłość- duchowa i tylko duchowa. Nie została przyjęta przez tego mężczyznę Została odrzucona przez Niego. Uszanowałam to. Wewnętrznie czułam jednak, że ta czysta miłość to dar z Nieba i podjęłam niełatwą decyzję, aby jej nie wyrzucać z mego serca. A ona odwdzięczyła się mi, dając mi odwagę, na rozpoczęcie nowego życia. Dała mi odwagę, aby realizować swoje marzenia. Dała mi siłę, mądrość, cierpliwość, aby odkryć siebie samą, aby uwolnić się starych wyobrażeń, przekonań na swój temat. Dała mi moc pozbycia się słabości, niewiary w siebie. Miłość dała mi kreatywność, wolność i niezależność.

Odzyskałam młodość, odzyskałam radość. Zrozumiałam, że najpierw w sobie mamy odnaleźć miłość, bo ona jest w każdym z nas, tyle, że tylko głęboko schowana, zakopana i trzeba się do niej dokopać. A kiedy odnajdziemy ją w sobie i wypełnimy się nią bezgranicznie, to wówczas wypłynie z nas i będzie płynąc, płynąc do każdej istoty, do każdego stworzenia, w świat, bo wszystko jest z Miłości, dla Miłości i poprzez Miłość.