Powiastka o wiewiórce

Każde stworzenie ma ważne zadanie do wypełnienia. Każde stworzenie ma inny styl życia, zachowania i każde jest niezwykle wartościowe.

Wszyscy jesteśmy połączeni ze sobą: my ludzie i cały świat roślinny i zwierzęcy. Wzajemnie sobie służymy, pomagamy, uczymy się nawzajem od siebie i razem wzrastamy.

Kiedy potrafimy dostrzec tę mądrość, nasze życie staje się dużo prostsze, lżejsze i radośniejsze.

Zawsze zachwycałam się wiewiórką, jej lekkością, zwinnością, radością, pięknem, mądrością.

Kiedy spotykam wiewiórkę zaraz pojawia się w moim sercu radość, czułe, subtelne uczucie. Myślę, że większość ludzi też tak odbiera spotkanie z tym pięknym, mądrym stworzeniem.

Wiewiórka przypomina ludziom, że mają się cieszyć, radować „małymi cudami” życia, dostrzegać je, zachwycać się nimi, dziękować za nie, nie spieszyć się, zatrzymać się na chwile i odkrywać w sobie to piękno.

Wiewiórka uczy nas, jak z gracją, lekkością możemy unosić się w górę a za chwilę lekko opuścić się na ziemie, dotknąć ją i być na niej, dając radość innym.

Wiewiórka z wdziękiem i łatwością przemyka po gałęziach drzew, miedzy różnymi poziomami, światami.

Zawsze jest przygotowana na ewentualne braki pożywienia w naturze, bo ma ukryte, w wielu miejscach, dziuplach zapasy żywności.

Z łatwością rozgryza twarde skorupki orzechów, aby dostać się do wnętrza – do skarbu, który znajduje się w środku orzecha. Uczy, jak warto rozłupać skorupę. Jak warto otworzyć się na wnętrze, na serce orzecha, na skarb, który zawsze spoczywa w środku, we wnętrzu.

Intuicyjnie potrafi znajdować najlepsze orzeszki, dziuple, okazje, do przebywania w najlepszym, bezpiecznym dla niej miejscu. Jest bystra, ruchliwa, zwinna, mądra.

Pojawia się na chwilę i znika, wypełniając swoje zadanie, dając ludziom radość oraz zapowiedź o nadchodzących zmianach w życiu. Mówi im mentalnie, że: „z radością i lekkością podejdź do zmian i nie bój się ich. One zawsze są dla Ciebie korzystne – dla Twojego najwyższego dobra i dobra wszystkich”.

W życiu nic nie dzieje się przypadkowo – tak myślę, takie jest moje przekonanie. Każde zdarzenie jest dla nas przesłaniem, każde spotkanie także.

Nasi młodsi bracia – zwierzęta, kierując się miłością bezwarunkową, zawsze nam pomagają, uczą, wspierają. Sztuką jest zauważyć ich obecność, zrozumieć ich przesłanie i zastosować się do ich wskazówek, podpowiedzi. Bardzo ważne jest nie lekceważyć i nie drwić z nich.

Zwierzęta często narażają swoje życie, aby nas ostrzec, zatrzymać w naszej codziennej gonitwie.

Tak się stało w niezwykłym wydarzeniu, którego byłam świadkiem.

Jechałam ze znajomymi na Agatowe Lato, które co roku odbywa się w Lwówku Śląskim. Siedziałam na tylnym siedzeniu i obserwowałam drogę. Mój znajomy prowadził samochód, a obok niego siedział jego dorosły syn.

Znajomy jechał szybko i niespokojnie, co zauważył jego syn i powiedział mu o tym. Ta uwaga jednak nie spowodowała zmiany stylu jazdy.

W pewnym momencie na czystej drodze, z dala od lasu, poczuliśmy mocne uderzenie na przedniej szybie samochodu. Zobaczyliśmy małą wiewiórkę na szybie, którą uderzenie samochodu zmiotło natychmiast.

Zniknęła tak, jak się pojawiła – błyskawicznie.

Poczułam jej ból i pomyślałam, że już nie żyje i zrobiło mi się bardzo przykro. I nie tylko mnie było przykro.

Mój znajomy nadal prowadził samochód ale już znacznie wolniej.

Zaczął zastanawiać się skąd ona się wzięła, w takim miejscu, gdzie nie było lasu, a drzewa rosły zdecydowanie daleko od jezdni.

Było mu bardzo przykro, że przejechał wiewiórkę. Widać było, jak bardzo cierpi z tego powodu.

Potem pojawił się strach, bo przypomniał sobie, że ktoś mu powiedział, że jak przejedzie się zwierzę, to zaraz można potrącić człowieka. Był przesądny. Stracił całą radość i przyjemność dalszego podróżowania.

Te myśli i słowa nie dawały mu spokoju i w pewnym momencie zatrzymał samochód, zawrócił go. Pojechaliśmy z powrotem szukać zabitej wiewiórki. Jechaliśmy i rozglądaliśmy się, ale nie mogliśmy znaleźć ciała biednego zwierzątka.

Byliśmy zdziwieni, bo w tym czasie żaden samochód, oprócz naszego, nie przejeżdżał tą drogą. Nie było śladu na jezdni i na poboczu drogi, że było jakiekolwiek potrącenie. To napełniło nas nadzieją, że wiewiórka przeżyła ten wypadek i żyje. Mieliśmy nadzieję, że miała na tyle sił, żeby wrócić do rosnących opodal drzew i tam zregenerować się, uzdrowić się. Zwierzęta mają naturalny instynkt samouzdrawiania i korzystają z niego w pełni.

A my, z mieszanymi uczuciami pojechaliśmy do Lwówka i tam podziwialiśmy piękne okazy minerałów.

Jednak to wcześniejsze zdarzenie nie dawało spokoju mojemu znajomemu, który potrącił wiewiórkę. Widać było, że to spotkanie oko w oko z tym delikatnym stworzeniem, zrobiło na nim duże wrażenie.

Czy wyciągnął z niego wnioski? Nie wiem.

Wiem natomiast, że jedna z jego znajomych od dość dawna przypominała mu wiewiórkę. Niegdyś opowiadał mi, że kiedy spotykał wiewiórkę, to ona kojarzyła mu się z tą znajomą.

Czyżby dusza tej znajomej gotowa była narazić swoje życie, aby mu pomóc, żeby tak szybko nie jeździł, nie pędził przez życie, żeby zatrzymał się?

Może chciała mu pomóc w jego przemianie i skierować jego uwagę na jego serce?

Może chciała mu pokazać, że potrafi sam tę skorupę, w której uwięzione jest jego serce, otworzyć?

Może chciała mu pokazać, że w jego sercu jest największy skarb, który da mu pełnię szczęścia?

Może chciała mu pokazać, że powinien dostrzec małe cuda, które są w jego życiu, a których nie dostrzegał?

Może chciała mu pokazać, że ma ukryte skarby w różnych „dziuplach” i nigdy nie zazna braków, że sam te skarby zgromadził i czekają one, aby się nimi zajął?

Może chciała mu przypomnieć, że ma się radować, cieszyć życiem, smakować je i bawić się nim, zamiast narzekać, ubolewać i użalać nad sobą, nie dostrzegając tego dobrego co już uczynił?

Nie wiem, czy takie było przesłanie małej wiewiórki?

Zrobiła swoje, narażając się na śmierć, i zniknęła. Wypełniła swoje zadanie i wróciła do swojego świata.

9 lipca 2015                                                                         Antonina K. Hoszowska