Drogi Przyjacielu Holgerze

Odszedłeś z ziemskiego planu w dniu moich urodzin – nad ranem. Pożegnałeś tą ziemską szkołę w pięknym stylu. Pokazałeś, jak można w skromności i cichości transformować siebie samego, bliskich i materię. Akceptuję Twoje odejście, choć szczerze przyznam, że żałuję, że tak szybko odszedłeś. A przecież obiecywaliśmy sobie, że teraz będziemy się spotykać w Twoim i Justynki magicznym ogrodzie i domu.

Poznałam Cię dziewięć lat temu, choć moja dusza znała Cię już od dawna. Wtedy dziewięć lat temu moje serce usłyszało Twój smutek, Twoją samotność, Twoje opuszczenie. Te uczucia były tak mocne, że usłyszałam je z daleka i choć nie było nam dane poznać się w tym obecnym ziemskim planie, poczułam, że muszę przyjechać do Ciebie i Ci pomóc. Nie wiedziałam tylko, czy Ty się zgodzisz na tę moją pomoc. Zadzwoniłam więc do Justynki, Twojej Ukochanej, aby zapytała Cię, czy chcesz mojej pomocy. Nie znałeś mnie, nie wierzyłeś w uzdrawianie duchowe, nie wiedziałeś jak pracuję, jaki wykonuję masaż. Byłeś nieufny, zamknięty, nieśmiały, a mimo to zgodziłeś się, abym przyjechała do Ciebie, aby Ci pomóc.

Nasza pierwsza rozmowa odbyła się w ogrodzie, który zachwycił mnie swoją dużą przestrzenią, zapachem ziół, spokojem, prostotą. Wtedy patrzyłeś na mnie zadziwiony, zaskoczony i podejrzliwy. Zastanawiałeś się kim jestem, że przyjechałam z tak daleka, specjalnie dla Ciebie, aby zrobić Ci masaż. Słyszałam Twoje myśli, czułam Twoją skrytość i podejrzliwość. Nie dałam im energii. Skupiłam się na pięknie Twojej duszy, na Twoim bólu, samotności, lęku. Wiedziałam, że mam otworzyć Cię na życie, na radość, na bezpieczeństwo, na odwagę i najważniejsze: na miłość do siebie samego. Justynkę już kochałeś bezwarunkowo, ale siebie jeszcze nie.

Bardzo szybko otworzyłeś się na mnie. Opowiadałeś o swoim ogrodzie, o swoim ojcu. Zaprowadziłeś mnie do małego kręgu, utworzonego przez Ciebie z kamieni. Jeden z tych kamieni symbolizował Twojego ojca, drugi matkę, jeszcze inny Ciebie. Poczułam, że mam Ci powiedzieć, że dobrze by było, gdybyś przy kamieniu ojca i matki medytował, żebyś im wybaczył. Oni są już po drugiej stronie i potrzebują wybaczenia. Oni czują, że Cię skrzywdzili, że za mało się Tobą zajmowali, że zostawiali Cię samego, że opuścili Cię. Oni czekają na Twoje wybaczenie, na pojednanie z Tobą.

Wypowiadałam te słowa, a Ty nie protestowałeś. Nie komentowałeś ich, tylko słuchałeś i chłonąłeś ich treść. Zaproponowałam Ci, że masaż zrobię nie w domu, który był smutny, ciemny, zimny, lecz w ogrodzie. Zgodziłeś się na to, ufając mi. Wiedziałam Holgerze, że potrzebujesz dużo radości, aby uzdrowić swój smutek, ból, lęk przed opuszczeniem. Wiedziałam też, że wiśnia jest tym drzewem, które oferuje nam dużo energii radości, miłości, wesołości, szczerości i pozwala nam zachować zasady moralne, pomimo niesprzyjających okoliczności, a młode wiśnie rosły rzędem w Twoim ogrodzie. Pod ich gałęziami postanowiłam postawić łóżko do masażu i tam zrobić Ci masaż Jedności. Tak się stało. Gdy pracowałam z Twoją duszą i Twoimi ciałami, nadciągała burza. Grzmiało, błyskało tak, jakby również natura oczyszczała Cię z tych energii, które już Ci nie służyły.

Gdy skończyłam masaż zszedłeś z łóżka i powiedziałeś mi, że nie masz pleców, że zabrałam Ci ciężkie, bolące plecy. To było dla mnie bardzo ważne. Byłam Ci wdzięczna za te słowa. A potem obdarowałeś mnie pięknymi darami pomimo, że wzbraniałam się, że to zbędne. To były Twoje skarby, pozostałości z Twojej pracy w zakładzie jubilerskim. Na koniec podarowałeś mi srebrny pierścionek z niebieskim oczkiem, który sam zrobiłeś. Pragnąłeś, aby Justynka nosiła go, ale Ona miała za szczupłe palce i pierścionek był za duży dla niej. Ofiarowałeś go mi, w dowód wdzięczności, choć bardzo czułam się zaskoczona tym darem. Noszę go do dziś i kiedy spoglądam na niego, zawsze przypomina mi on Ciebie Holgerze i to magiczne spotkanie.

Kolejne nasze spotkanie Holgerze nastąpiło kilka lat później. Tym razem to Ty sam poprosiłeś mnie o pomoc. To było przełamanie Twojego ego, które dotychczas nie pozwalało Ci prosić o pomoc. Nie Ty jeden miałeś z tym problem. Poprosiłeś mnie, abym znowu przyjechała i pomogłam Ci wyjść z depresji, jaka Cię ogarnęła, gdy zostałeś sam, bez Justynki. Kochałeś ją bardzo i gdy zabrakło jej przy Tobie, pojawiła się czarna rozpacz, przerażenie. Nie chciało Ci się żyć. Nie wyobrażałeś sobie dalszego życia bez niej. Opowiadałeś mi o swoich uczuciach, myślach, kiedy w deszczowy, ponury, jesienny dzień przyjechałam do Ciebie i pomagałam Ci wydostać się z tej „czarnej dziury”, do której wpadłeś. Tym razem cała terapia odbyła się w domu.

Dom był zimny, opuszczony, ponury, zaniedbany. Widziałam, że ten dom ma ogromny potencjał, że jest piękny, ma zdrowe mury i przestrzeń. Jednak przez długie, długie lata nikt tak naprawdę nie zadbał o niego, aby dokonać w nim remontu, odświeżenia, transformacji. Holgerze, zwróciłam Ci na to uwagę, że dobrze będzie, jak zatroszczysz się o ten dom, jak zaczniesz robić w nim remont, odnawiać kolejne pokoje, wymieniać okna. A TY odpowiedziałeś mi, że nie masz siły, że jesteś słaby i nie masz dla kogo tego robić. Powiedziałam, że masz to zrobić dla siebie, bo ten dom, to jesteś Ty sam, jak ten ogród. Jeśli oczyścisz go, wyrzucisz stare rzeczy, wymienisz zużyte sprzęty, to wrócą Twoje siły, młodość, radość i wróci Justynka. Słuchałeś moich słów, ale nie do końca mi wierzyłeś. A jednak mnie posłuchałeś. Dowiedziałam się o tym po pół roku. Przyjechałam wtedy do Gajówki na Festiwal Ziemi, aby poprowadzić wykład o Aniołach w naszym życiu. Dowiedziałeś o tym od Justynki, która już wróciła do Ciebie i byliście razem szczęśliwi. Ona również prowadziła zajęcia z tańcami w kręgu. Przekazała mi, że koniecznie muszę do Ciebie zaglądnąć, bo tam czeka mnie niespodzianka.

Po wykładzie przyjechałam do Waszego domu, a Ty czekałeś cały przejęty tym, by mi pokazać to, co zrobiłeś przez te pół roku. Zaprowadziłeś mnie na piętro domu, aby wprowadzić do odnowionego pokoju. Pokój miał wymienione okno, pomalowane ściany, podłogę, drzwi. Pachniał świeżą farbą. Byłeś dumny ze swojego dzieła. To wszystko zrobiłeś sam. Twój kręgosłup przetrzymał ten wysiłek i zregenerował się. Cieszyłeś się tym odnowionym pokojem i ja też cieszyłam się nim i Twoją piękną przemianą. Widziałam, że jakaś część Ciebie odzyskała swój pierwotny blask, jasność, czystość i niewinność. Radowaliśmy się wszyscy. Ten pokój przygotowałeś dla córki Justynki Malwinki, która lada moment miała urodzić śliczną dziewczynkę. Włożyłeś tak dużo miłości przygotowując jej ten pokój, że wzruszyłam się bardzo. Widziałam Twoje oddanie, radość i szczęście i ten obraz zabrałam ze sobą wracając do domu.

Minęło znowu kilka lat od czasu naszego spotkania. W tym okresie nie nosiłam pierścionka, który mi podarowałeś, bo czułam, że mogę założyć inny, który też był dla mnie cenny. Ale kilka miesięcy temu ponownie znalazłam w swojej szkatułce ten podarowany od Ciebie i znów zapragnęłam go nosić. Znowu zachwycałam się jego pięknem i wspominałam Ciebie, Holgerze. Czułam, że muszę do Was zadzwonić i dowiedzieć się, co u Was słychać i odwiedzić Was. Gdy zadzwoniłam do Justynki dowiedziałam się, że przygotowujesz się na operację usunięcia żylaków, że trochę się wahasz, trochę się boisz. Wtedy zrozumiałam dlaczego ponownie założyłam pierścionek od Ciebie. On miał mi przypominać, że mam Cię wspierać, myśleć z miłością o Tobie i wysyłać w ten sposób Tobie dobrą energię. I tak też się stało. Mentalnie i emocjonalnie wspierałam Ciebie Holgerze.

Operacja udała się i poczułeś się Holgerze silniejszy, sprawniejszy. Przekonałam się o tym, kiedy po wielu latach ponownie przyjechałam do Was, na Wasze wspólne zaproszenie. Już nie na terapię, ale na wspólne świętowanie. To nasze ostatnie spotkanie było radosne, pełne serdeczności i wzajemnego zachwytu. Gdy przyjechałam zobaczyłam Wasz nowy, odmieniony dom. Miał nowy dach. Wszystkie okna były wymienione. Mury odświeżone. Na wszystkich parapetach stały czerwone pelargonie. Witały mnie nowe drzwi wejściowe, obwieszone kolorowymi kwiatami. Dom wyglądał magicznie, wesoło, jak z pięknej baśni. Przemieniony, ożywiony, rozświetlony. Zachwycił mnie. Widziałam wielką jego przemianę. Także ogród był jeszcze piękniejszy niż dziewięć lat temu. Oczarowały mnie kępki niezapominajek połączone z kępkami jaskółczego ziela. Zachwycałam się tą harmonią pomiędzy tymi kwiatami, ich pięknem, prostotą. Pachniały zioła, róże. Chodziłam po tym wspaniałym ogrodzie z Justynką i zachwycałam się, podziwiałam ekspresję życia, niezwykły urok, niezwykłą energię tego miejsca. To wszystko przemieniło się, przetransformowało tak, jak Ty Holgerze. Gdy przyszedłeś do nas, aby się ze mną przywitać, zobaczyłam Cię odmienionego, nowego. Byłeś jasny, promienny, wyprostowany, nie tak, jak dziewięć lat temu. Byłeś radosny, szczęśliwy. Gdy siedzieliśmy w ogrodzie opowiadałeś, jak teraz codziennie medytujesz, jak starasz się postrzegać świat pozytywnie pomimo, że wokoło ludzie pogubili się i zapomnieli o sobie, o przyjaźni, o wspólnie przeżytych latach. To była wyjątkowa rozmowa i bardzo cenna, myślę, że dla nas wszystkich. Nie wiedziałam tylko, że to będzie nasza ostatnia rozmowa. Widziałam, jak bardzo dużo dobrego zadziało się w Tobie, w Justynce, w Was. Widziałam Wasz nowy, szczęśliwy związek. Widziałam Waszą miłość. Widziałam porozumienie i zrozumienie, jakie między Toba i Justynką zaistniało. Cieszyłam się Waszym szczęściem, Waszym dojrzałym związkiem, Waszym przemienionym, magicznym domem, ogrodem…

Jednak Twoja dusza Holgerze miała już inne plany. Dwa tygodnie później postanowiła opuścić tą ziemską przestrzeń i iść dalej w inne królestwa Ducha. Szanuję Twoją decyzję, Twój wybór i dziękuję Ci Holgerze, że mogłam Ciebie spotkać w Twojej ziemskiej podróży i doświadczyć tak wspaniałych przeżyć, mądrości i jedności…

Dziękuję, dziękuję, dziękuje…

Chojnów, 8 lipca 2016                                                                  Antonina K. Hoszowska