Cieszmy się z sukcesów naszych przyjaciół

To cudowne uczucie, kiedy doświadczamy ogromnej radości widząc zwycięstwo siły miłości, mądrości i mocy nad ludzką słabością.

Wczoraj doświadczałam tego cudownego uczucia.

Widziałam przemienioną, „odczarowaną” moją przyjaciółkę Sylwię.

Poznałyśmy się w jej trudnym momencie, kiedy została sama, ze swoim pięcioletnim synkiem Morickiem.

W dniu, w którym przyjechała do mnie, jej matka wymeldowała ją z mieszkania. Została bez domu, bez meldunku, z poczuciem, że nie ma rodziny i jest samotna.

Jednak marzeń nikt jej nie zabrał. One zostały w niej i pchały ją do przodu.

Przez osiem lat wspierałam ją w trudnych momentach, zwątpieniach, rozczarowaniach, kiedy już nie widziała nic dobrego w swoim życiu.

Wtedy, osiem lat temu, wymarzyła sobie, aby być w związku z mężczyzną, którego pragnęła od dawna.

Marzyła, aby urodzić jeszcze jedno dziecko – córeczkę. Marzyła, aby mieć rodzinę, z którą chce się przyjaźnić. Marzyła, aby otworzyć biuro turystyczno-informacyjne. Marzyła, żeby być przewodnikiem górskim i oprowadzać turystów po Karkonoszach.

Marzyła, żeby mieć pieniądze i żyć w dobrobycie, a nie w długach.

Marzyła, aby praca dawała jej radość, satysfakcję pod każdym względem.

Marzyła, że zrobi kurs prawa jazdy i będzie jeździć samochodem.

Marzyła, że będzie miała samochód, choć nie miała żadnych oszczędności i ledwie starczało jej na życie.

Marzyła o pięknym domu, w którym zamieszka i kiedy będę ją odwiedzała, to będziemy razem pić dobrą kawę na tarasie.

To były jej marzenia, o których opowiadała mi, kiedy razem przebywaliśmy z Mary i Alanem u mnie w domu, przez tydzień czasu.

Codziennie pytała Mary, czy jest to możliwe, a Mary kręciła głową i nie dawała jej odpowiedzi takiej, jakiej ona oczekiwała.

Mary z Alanem wyjechali, a Sylwia została ze swoimi marzeniami.

Codzienne życie serwowało jej trudne doświadczenia, stresujące sytuacje i było różnie.

Jednak krok po kroku Sylwia szła do przodu, choć nie widziała tego wtedy, że tak się dzieje, bo skupiała się na trudnościach. Mimo wszystko pokonywała je.

Byłam z nią w tych momentach, wierzyłam w nią, wspierałam i pomagałam jej w różny sposób. Widziałam jej siłę, miłość, uczciwość, serdeczność, wytrwałość, mądrość, niezależność, odwagę.

Pokazywałam jej, jak realizują się jej marzenia, jakie przemiany zachodzą w niej, w jej życiu, jak wzrasta, jak idzie do przodu, ponieważ ona nie zawsze dostrzegała te przemiany, kiedy była, jak to nazywała ”w czarnej dziurze”.

Nie wszystko było takie, jak sobie wymarzyła, ale z czasem zaczęła dostrzegać pozytywne strony swojego życia i cieszyć się nim, zamiast doszukiwać się w nim niedoskonałości.

Wszechświat wspierał ją w tej drodze do uwalniania się od kolejnych ograniczeń: lęku, niewiary w swoją moc i mądrość, braków finansowych i sporych długów w bankach.

A ona szła do przodu i manifestowała – w tym trudnym czasie dla niej – swoje marzenia.

Jednym z pierwszych zmaterializowanych marzeń było zdanie egzaminu na prawo jazdy i zakup samochodu, który jednak okazał się pomyłką, bo praktycznie od początku nie nadawał się do jazdy. Z czasem pojawił się nowy samochód i Sylwia jeździ nim bardzo dobrze.

Kolejne spełnione marzenie to związek z tym mężczyzną, którego pragnęła.

Następne to upragniona, cudowna, piękna i niezwykła córeczka.

Potem pojawiła się firma turystyczna, dzięki której Sylwia oprowadzała wycieczki. Nie była jeszcze taka, jakiej pragnęła.

Jej związki z najbliższymi krewnymi przemieniły się i stały się ciepłe, serdeczne, pełne wzajemnego zrozumienia, porozumienia i wsparcia. Jej rodzina powiększyła się o nowych, mądrych i wspierających ludzi.

Rok temu Sylwia zdała egzamin na przewodnika górskiego, co dało jej ogromną wiarę i motywację, aby iść dalej i sięgać wyżej. Sytuacja finansowa również uległa przemianie dzięki wsparciu bliskich jej partnera.

Zniknęły długi w bankach, a to jak wiemy jest przytłaczającym ciężarem dla większości.

Jej wielkim pragnieniem było otwarcie Centrum Informacji Turystycznej w Jeleniej Górze, w której mieszka i którą bardzo kocha.

Zawsze pragnęła pokazywać turystom, przyjeżdżającym do tego miasta jego piękno i niezwykłość.

Nie chciała i nie chce ograniczać się tylko do Jeleniej Góry, ale zamierza oprowadzać turystów po Karkonoszach, które otaczają to stare, zabytkowe miasto.

To było jedno z jej mocnych marzeń.

Jeśli wierzymy w swoje marzenia, to one w końcu pojawią się w realnym świecie.

Tak się zadziało u Sylwii. Sięgnęła po środki unijne, które otworzyły jej drogę do kolejnego spełnienia.

Teraz tworzy swoje biuro w centrum miasta, przy pięknej, zabytkowej wieży, której będzie strażniczką.

Wieża, która ma zwieńczenie podobne do latarni morskiej, będzie przyciągać zabłąkanych turystów do portu, którym będzie Centrum Informacji i Obsługi Turystów.

Kiedy wczoraj oglądałam siedzibę Centrum, które jest przed remontem, widziałam radość i siłę mojej przyjaciółki. A kiedy opowiadała mi na szczycie wieży o swoim Centrum, promieniowała szczęściem, pasją i tak wysoką częstotliwością swojego pola osobistego, że na pewno zamanifestuje kolejne swoje marzenie – dla siebie i dla świata.

Przez ten czas zmieniła się. Wypiękniała, wysubtelniała i „urosła”. Nabrała pewności siebie, swobody, elastyczności i wiary w siebie. Patrzyłam na nią i moje serce cieszyło się, radowało i zachwycało tą jej cudowną przemianą.

Zaprosiła mnie na wspaniały obiad, a potem na wyśmienitą kawę z ciasteczkiem, za które płaciła z dumą, radością i ze świadomością, że jest bogata i może dzielić się swoim bogactwem.

Wracałam do domu pełna radości i wiary w to, co robię i będę nadal robić, pomagając ludziom, wierząc w nich, nawet jeśli oni nie wierzą, pokazując im ich Boską Miłość, Boską Mądrość i Boską Moc.

 To cudownie, kiedy marzenia się spełniają…

 

Chojnów, 25 kwietnia 2015                                                           Antonina K. Hoszowska